Spotkanie klasy, (matura 1968 r.)
Szkoly im. Szolem Alejchema we Wroclawiu przy placu Pereca

Natka Zajdel, Szwecja

Spotkanie odbylo sie miedzy 20/5 a 24/5-2002.
Mieszkalismy w Hotelu Monopol w samym centrum miasta.

Jestesmy absolwentami szkoly zydowskiej im Szolem Alejchema we Wroclawiu. Niektorzy chodzili do szkoly od klasy 1-ej do 11-ej. Niektorzy tylko do podstawowki.
Niektorzy przyszli w liceum. Niektorzy przewineli sie przez klase przez rok albo dwa. Z 40 osob ktore zaczynaly w klasie, nasza maturalna klasa, w 68 roku, liczyla zaledwie 16 osob. Potem rozsypalismy sie po swiecie.

Ale utrzymywalismy kontakt. Powstala e-mailowa grupa - Nasza Klasa.
W roku 2000 spotkalismy sie licznie w Paryzu - bylo wspaniale!
Byly rozrywki, tance, hulanki, smichy-chichy, wspomnienia, flirty...flirty... i flirciki.
Niezapomniane chwile! Ale mnie caly czas chodzil po glowie Wroclaw.....
Dlaczego?
Urodzilismy sie wszyscy we Wroclawiu, no, moze oprocz Saszki i Naszki, ktorzy w -57 przywedrowali na ziemie odzyskane ze Wschodu ;- )
Tu stawialismy nasze pierwsze kroki, uczyli mowic, myslec i formulowac na papierze. Tu zostawilismy kawal zycia, tu mamy swoje podworka, zakamarki, znajome z dziecinstwa smaki i zapachy.
Tu bylo nasze miejsce. Odebrano nam prawo do tej ziemi, ale nikt nie ma prawa odebrac nam wspomnien.

Dlatego wlasnie Wroclaw.

Moim glownym zalozeniem przy budowaniu programu spotkania byl - "powrot".
Powrot na stare miejsca. Powrot do siebie z tamtych lat. Powrot do dawno zapomnianych szczegolow.
Powrot do odczuc, uczuc - wydarcie ciemnosciom gleboko ukrytych wspomnien.
I chyba sie udalo. Byly emocje, duzo emocji. Byly sporo wzruszen, nawet lzy. I wrocily wspomnienia. I to jest wazne. Bo zycie to przeciez nie te dni, ktore niezauwazone minely, tylko te dni ktore pamietamy.
A aby nam sie dobrze zapamietaly dni ktore spedzilismy wspolnie we Wroclawiu postaralam sie zadbac nie tylko o strawe dla duszy, ale takze i uciechy dla ciala. Kazdego wieczora pokrzepialismy sie po emocjach dnia w przodujacych wroclawskich restauracjach.
Jednego z dni w restauracji Splendido podawano nam:
Cesarskie Przysmaki z jelenia, marynowane w Zubrowce i sosem jezynowym zroszone.
Po ktorych delektowalismy danie o dumnej nazwie:
Losos Osci Pozbawiony, na ruszcie weglowym pieczony, w zielonych porach
pachnacych anyzkowym Pernod.
A jako uwertura:
TIRAMISU
tudziez
pachnaca kawa
dla tych ktorzy sobie tego zyczyli.

Innego dnia w restaranie St Petersburg na rosyjska nute:
Ukrainski Barszcz z kleksem swiezej smietany, do wyboru lub na przemian z Wyborna Zupa Grzybowa a w niej pierozki borowikami nadziewane.
Po czem:
Befsztyk Cara Mikolaja w sosie z zielonego pieprzu, z ziemniaczkami i zapiekanym serem
A na deser, nie uwlaczajaca nawet i carskiemu podniebieniu:
PASZHA - czyli twarozkowo-smietankowy mus z bakaliami na lustrze ze swiezych malin. PY-Ha!

Byly tez wedlug indywidualnego smaku i wyboru i krowki, i ptasie mleczka i pierogi ruskie i golabki i schabowe i flaki i bigos i ... co tylko spragniona polskiego jadla dusza zapragnie.
I oczywiscie pyfko, i pyfko i pyfko i .... wszystko w bardzo umiarkowanych cenach.

Szczesliwcy, ktorzy przyjechali 2 dni wczesniej zalapali sie na doskonalego "Skrzypka na dachu" w rezyseri Jana Szurmieja. Bylo tez, zarezerwowane dla ogolu, wspaniale przedstawienie "Kubus Puchatek i jego Pan" - Diderota.

I byla (Basiu, uwazaj!) OPERA!!!
A wlasciwie przedstawienie baletowe dla dzieci - "Kot w Butach" o godz. 11.00 rano (sic!).
Ale w doskonalym wykonaniu i dla takich napalencow jak Natka i Krysia Napadow, uciecha nie lada, bo jak "regulana" opera na goscinnych wystepach w Londynie, to przeciez mozna sie zadowolic i dziecinna, my dziewczyny niewybredne, a na bezpticzie, jak mawiaja, i zopa salawiej.


I byl jakis tam kabaret do pozna w nocy.

I byly (nie wiem czy to ujac w kategorii strawy dla ducha czy ciala) spotkania ze starymi znajomymi, sympatiami, ucharzorami czy jak to sie tam dzisiaj nazywa.
I jak mi doniesiono w tajemnicy, jakies spacery w ciemnosci pod reke, i
jakies niewinne pocalunki tu i tam - hi, hi, hi - nie wnikam ; - )

I oprocz, programowo zaplanowanych krokow wstecz, zrobilismy w trakcie spotkania ogromny krok w przyszlosc i w przod, kiedy to dnia 22/5 o godzinie 24.15 naszemu koledze, Michalowi Brifmanowi, doniesiono z Izraela ze wlasnie urodzil mu sie pierwszy wnuk!!!! No, trudno bylo tego wieczoru utrzymac kurs i nie walnac pare krokow i w bok i w papieriok po calym tym winie, ktore stawial w Bachusie nowoupieczony dziadek.

I potem nagle sie zrobil ostatni dzien.
I wszystkim zlecialo nie wiadomo jak i kiedy.
I bylo za krotko.
I bylo za malo.
I przeciez nie zdazylismy pogadac i z tym i z tamtym i o tym i o owym,
i..... juz myslimy gdzie i kiedy nastepny raz!

W spotkaniu wzieli udzial:

Krysia Napadow - Izrael
Zosia Sznajder - Izrael

Zvika Tenenbaum - Izrael
Michal Brifman - Izrael
Jolka Szwadron - Dania
Regina Dawidowicz - Dania
Jozek Lieb – Dania

Natan Ganc - Dania
Natka Zajdel - Szwecja
René Zamek - Szwecja
Michal Zamek - Szwcja
Julian Ilicki - Szwecja
Zev Napadow - Szwecja

Marek Kurylowski - Szwecja
Regina Fisz - Szprota - Polska
Irena Besser - Gizicka - Polska
Stefan Gizicki - Polska

Gorny rzad: René Zamek - Szwecja, Ilek Ilicki - Szwecja, Henio-Zvika Tenenbaum -Izrael
Dolny rzad: Natka Zajdel - Szwecja, Jozek Lieb - Dania, Krysia Napadow - Izrael, Leszek- Zeev Napadow - Szwecja
Na drugi dzien spotkania a pierwszy oficjalny dzien zwiedzania kierujemy kroki na ul Wlodkowica - do oslawionej Synagogi pod Bialym Bocianem. Przyjmuje nas mlodziutki czlonek gminy, dwudziestokilkuletni sliczny Michal Robak, ktory bardzo ciekawie i z duzym zaangazowaniem opowiada o dziejach synagogi poprzez stulecia, o historii wroclawskiego zydowstwa oraz o obecnej dzialalnosci gminy we Wroclawiu. Okazuje sie ze gmina jest bardzo prezna i aktywna. Znowu istnieje we Wroclawiu szkola zydowska. Lezy tez na ul Wlodkowica, tuz obok synagogi. Ma okolo 200 - 250 uczniow w klasach od 1 - 11. Bardzo wysoki poziom nauczania, duzo jezykow obcych. Oczywiscie jest i jezyk hebrajski, wykladanany przez pania ktora w tym wlasnie celu przyjechala do Wroclawia z Izraela. Jest doskonale wyposazona sala komputerowa. Przy synagodze istnieje doskonaly chor, ktory wlasnie wydal swoj pierwszy CD, a dochod ze sprzedazy jest przeznaczony na odbudowe synagogi.
Gmina organizuje tez kazdego roku  Dni Kultury Zydowskiej. W tym roku z tej okazji przybyl do Wroclawia i dal 6/6 koncert w synagodze znakomity kantor nowojorski - Malowany.

Cmentarz - widok ogolny oraz grob mojego dziadka - ten najblizej polozony, z prawej strony

Odnaleziony grob braciszka Jozka, ktory zmarl w 1948, przezywszy zaledwie 1 rok.

Odnalezlismy grob ojca jednego z naszych kolegow, Hermana Litmana, z Jerozolimy. Herman nie byl z nami we Wroclawiu.
Na wszystkich odnalezionych grobach polozylismy symboliczne kamyczki przywiezione, na moja specjalna prosbe, z Jerozolimy przez Henia-Zvike Tenenbauma z Izraela.

Jozek, Natka i Nataszek w Auli Leopoldina

Aula Leopoldina - to jedna z najpiekniejszych sal Wroclawskiego Uniwersytetu. A Wroclawski Uniwersytet, oprocz pieknych sal, moze poszczycic sie takze niejednym swiatowej slawy obsolwentem i Noblistami w liczbie wielu. Pare przykladow:

Paul Ehrlich (1854-1915)
Bakteriolog, pionier immunologi, tworca chemioterapi.  Nagroda Nobla w dziedzinie medycyny. Slawe przynioslo mu wynalezienie leku zwalczajacego kile.

Gerhard Hauptmann (1862-1949)
Dramatopisarz. Laureat literackiej nagrody Nobla w 1912.

Alois Alzheimer (1864-1915)
Lekarz psychiatra. Pracowal we wroclawskiej klinice uniwersyteckiej. Moze nie noblista, ale znany jako odkrywca schorzenia polegajacego na zwyrodnieniu i zaniku kory mozgowej, ktore zostalo nazwane jego imieniem.

Max Born (1882-1979)
Fizyk teoretyk, wspoltworca mechaniki kwantowej.
Nagroda Nobla w 1954 za interpretacje funkcji falowej

I ciekawostka:
Edyta Stein (1891-1942)
Filozof. Urodzila sie w rodzinie zydowskiej. Przeszla na katolicyzm i wstapila do klasztoru karmelitanek. Zginela w Oswiecimiu. W 1998 r zostala kanonizowana, jest patronka Europy (sic!)

Ostatni wieczor.

Zmeczeni, troche smutni, przytloczeni emocjami dnia: cmentarz... szkola ....zblizajace sie rozstanie...spotykamy sie po raz ostatni tego pamietnego tygodnia, ale napewno nie po raz ostatni w zyciu w bardzo eleganckiej restauracji Splendido przy ul Swidnickiej 56. (dawna speluna "Pod 7")